sobota, 23 kwietnia 2016

Dzień dobry, blogosfero!

Tak sobie myślę, przytakując panu Januszowi Leonowi Wiśniewskiemu, że książki na półce potrafią powiedzieć zdecydowanie więcej o człowieku niż jego życiorys spisany na kartce.

Zaczęłam czytać, zachęcona przez moją mamę, w V klasie szkoły podstawowej. Samo moje imię (stąd też i adres bloga) związane jest ściśle z "Krzyżakami" Sienkiewicza, których mój ojciec wręcz uwielbiał. W jednej z dzielnic Gliwic, gdzie mieszkam, biblioteka umieszczona była na drugim piętrze domu kultury. Dom Kultury już lata temu przeżył swoją świetność - gościł światowej sławy tancerzy na swojej scenie i w swoim kinie wyświetlał najnowsze amerykańskie filmy. Aktualnie odstrasza obdartymi murami i twórczością lokalnych kibiców Górnika Zabrze. A piękne suknie tancerek obrastają w kurz gdzieś w jego wnętrzach czeluściach. Pierwszą książką, którą wypożyczyłam, była książka Kornela Makuszyńskiego pod tytułem "Szatan z siódmej klasy". Bardzo szybko zaczęłam znajdować przyjaciół na kartach książek. Broniłam oranżerii razem z Chłopcami z Placu Broni, podróżowałam za jeden uśmiech autostopem wraz z Poldkiem i Dudusiem, szukałam rozwiązania problemów Gaby z poznańskich Jeżyc, żegnałam wakacje z Jurkiem i Elą, chwytałam dzień z członkami Stowarzyszenia Umarłych Poetów.
Książki stały się nieodłączną częścią mojej codzienności, a także nieodłączną częścią mnie samej.
Nauczyły mnie myśleć niestereotypowo i ukształtowały we mnie indywidualny pogląd na życie i świat wokół. Mała biblioteka na drugim piętrze domu kultury stała się moim drugim domem. Uwielbiałam przychodzić do niej popołudniami. Wtedy niemal zawsze była wyludniona. Zachodzące słońce otulało PRL-owskie wnętrze i rozświetlało nadgryzione zębem czasu regały z jasnego drewna, na których książki zastygły zapomniane, pokrywając się drobinkami kurzu. Siadałam na drewnianym krześle między rzędami i przeglądałam je. Ich pożółkłe kartki zapraszały do wspólnej wędrówki w czasie. Kolorowe okładki, pachnące nowością oferowały moc współczesnych eskapad. Gdzieniegdzie ślad poprzedniego czytelnika - zagięty róg, podkreślony wers, krótka notatka u dołu strony. Wszystko to miało w sobie niepowtarzalny czar. Każda książka miała swoją duszę i historię. Odwiedzanie biblioteki było niewątpliwie chwilą wytchnienia i ucieczki. W bibliotece zawsze panował spokój i przyjemna cisza, zupełnie jakby pędzący świat mknął w siną dal, a ja z niego po prostu wysiadłam. Wędrowałam między regałami z wypiekami na twarzy, szukając kolejnej przygody, w którą zaraz wyruszę.

Przeczytałam wszystkie szkolne lektury i uważam, że klasyka jest jak najbardziej wskazana. Zakochałam się w "Lalce" Prusa, próbowałam zrozumieć Rodię ze "Zbrodni i kary" Dostojewskiego, zaczarowało mnie "Wesele" Wyspiańskiego. Wraz z rozpoczęciem studiów książki niestety musiały stanąć na regałach i przodem przepuścić naukę. Bardzo mi ich brakowało. Przecież to właśnie książka ("Wagon Rosja") powitała ze mną Opole, gdzie zamieszkałam w akademiku.
W listopadzie 2013 roku na Ukrainie rozpoczęła się Rewolucja Godności. Zakończyła się ona czarnym czwartkiem 20 lutego 2014 roku, kiedy to snajperzy zastrzelili 100 rewolucjonistów. Serce Ukrainy spłynęło krwią. Nie mogłam uwierzyć, że tylu ludzi oddało swoje życie za ojczyznę. W dzisiejszych czasach (tj., według mojego zamysłu, współczesność) w kraju europejskim, z którym dzielimy granicę, ludzie ginęli na ulicach w imię ideału. Tak rozpoczęła się moja przyjaźń z Ukrainą. Przed rewolucją, jak znaczna większość Polaków, o Ukrainie mogłam powiedzieć tyle, że mówi się tam po rosyjsku, stolicą jest Kijów i ogólnie - biedę z nędzą tam mają. W grudniu 2014 roku zawitałam do Lwowa... i zakochałam się w nim bez pamięci. Stare mury kuszą tajemnicą. Niby wszystko jest w znacznym stopniu podniszczone, ale równocześnie tak bardzo zachwycające i piękne w tym swoim zniszczeniu. Zaczęłam czytać sporo o Ukrainie (będzie o niej nie jeden raz na moim blogu): książki-reportaże, głównie polskich dziennikarzy.

Jeszcze nigdy dotąd nie pisałam recenzji książki i nie za bardzo wiem, jak się za to zabrać. Mam nadzieję, że jakoś jednak się to uda i następnym razem będziecie mogli poznać jedną z lepszych publikacji, które czytałam - "Ogień Majdanu", czyli dziennik rewolucji.

Na początek - tyle ode mnie wystarczy. Zostawcie mi linki do swoich książkowych (i nie tylko) blogów w komentarzach. Chętnie zajrzę!

Z pozdrowieniami,
Danuśka